E-mail publishing Paweł Wimmer
[ przedruk z PCkuriera
10'2000 ]
Jedna z najstarszych form
sieciowej komunikacji, dorównująca swoim wiekiem Internetowi, przeżywa
w tej chwili okres prawdziwego odrodzenia. Przyczyną tego stanu rzeczy
jest oczywiście biznes internetowy, który uczynił z poczty
elektronicznej jedno z najbardziej nośnych, nadzwyczaj skutecznych mediów.
W Sieci funkcjonuje ukute
pojęcie E-Zine (do wielkości liter w tej nazwie na ogół nie przywiązuje
się większej wagi), które jest skrótem od terminu Electronic Magazine.
Jest to rodzaj gazety czy okólnika, dostarczanego wprost do skrzynki
pocztowej odbiorcy. Tym właśnie różni się od pojęcia Web Zine, który
może być tym samym pismem, ale publikowanym na stronach WWW. E-Zine
funkcjonuje podobnie jak technika push.
Skuteczność marketingu
za pośrednictwem poczty elektronicznej należy do najwyższych. Jego
koszt jest bardzo niewielki w porównaniem z reklamą w tradycyjnych
mediach czy też wysyłką za pośrednictwem klasycznej poczty. Zaletą
jest duża szybkość, pozwalająca dotrzeć z informacją w chwili
ukazania się produktu na rynku.
Poniżej przedstawiamy
kilka podstawowych zasad, które warto mieć na uwadze, stosując technikę
E-mail publishingu.
Stosuj właściwe
formaty
Należy unikać wysyłania
poczty bezpośrednio w formacie HTML. Jest to jeden z częstszych grzechów,
wynikający z niewiedzy autorów i z faktu, że najpopularniejszy polskojęzyczny
program pocztowy jest domyślnie ustawiony na ten właśnie format (można
to zmienić w opcjach, ale trzeba o tym wiedzieć!). Wprawdzie większość
odbiorców jest w stanie przeczytać tak sformatowany list bez kłopotów
(m.in. Outlook, Outlook Express i Netscape Messenger), ale posiadacze
mniej zaawansowanych programów zobaczą śmietnik znaczników HTML, co na
pewno nie służy informacyjnej przejrzystości.
Kolejnym istotnym
problemem jest kwestia załączników do poczty. Niekiedy spotyka się
zalecenie, aby unikać plików tego rodzaju, ale oczywiście jest to
raczej kwestia zaistniałych okoliczności. Przykładowo, załącznik w
postaci HTML czy RTF ma wystarczająco uniwersalny format, aby mógł być
odczytany na wszystkich platformach. Jeśli więc zależy nam na
specjalnym sformatowaniu wiadomości, nic nie stoi na przeszkodzie, aby
taki dokument dołączyć. Jednak nader często pojawia się nieco inna
kwestia - załącznik w specyficznym standardzie (np. format Worda) i bez
kompresji.
Z redakcyjnego doświadczenia
wiemy, że przychodząca poczta zawiera niekiedy podpięte dokumenty w
formacie edytora MS Word, który jest standardowym narzędziem biurowym w
większości firm. Choć na ogół nie mamy problemów z otwarciem tego
rodzaju pliku, jest oczywiste, że dla wielu odbiorców, w szczególności
na platformach innych niż Windows, przesyłka taka nie spełni swojego
zadania.
2 KB lepsze od 2 MB
Jeszcze większy kłopot
może sprawić jej wielkość. W firmach i instytucjach wysyłką poczty
zajmują się często osoby, dla których komputer jest tylko narzędziem
pracy, a nie obiektem poszukiwań i eksperymentów. Osoby takie zazwyczaj
posługują się skądinąd wygodną (dla nich) metodą wysyłania
dokumentu z poziomu Worda, według sporządzonej wcześniej listy wysyłkowej,
co powoduje, że dokument jest dołączany do listu bez jakiejkolwiek
kompresji. Ponieważ w wielu firmach dokumenty są tworzone na bazie
zdefiniowanych szablonów, zawierających niejednokrotnie pliki graficzne
(np. logo firmy w soczystym Truecolorze), zdarza się, że tekst o objętości
1-2 kilobajtów rośnie w skrzynce odbiorcy do monstrualnych rozmiarów -
w swojej redakcyjnej praktyce spotykałem się już nieraz z plikami o objętości
2 MB, zawierającymi zaledwie 2 KB tekstu! O ten fatalny stan rzeczy należy
winić producenta oprogramowania, który najwyraźniej nie przewidział,
że większość zwykłych użytkowników biurowych po prostu nie dostrzeże
tego problemu - za hasłem "wyślij i zapomnij" kryje się
przecież problem łączy internetowych. Dlatego należy usilnie zalecać
kompresowanie tego rodzaju dokumentów przed ich wysłaniem, a przede
unikanie graficznych fantazji, które wywołują niejednokrotnie efekt
odwrotny do zamierzonego.
Verba volant, scripta
manent
Demokratyczny charakter
Internetu spowodował, że "każdy pisać może". Choć zapewne
pozytywne skutki przeważają tutaj nad negatywnymi, jednym z tych
ostatnich jest zalew przesyłek o, ujmijmy to łagodnie, wątpliwej wartości
językowej. O ile gwałt na języku polskim dokonany w zeszycie w trzy
linie wzbudzi co najwyżej sprzeciw nauczyciela, o tyle wysłanie listu do
tysiąca "użytkowników" wystawia nadawcę na pośmiewisko - coś,
co ujdzie jeszcze na sucho uczniowi, nie powinno uchodzić dorosłym. Nie
wypada, i już.
Nie każdy biznesmen jest
polonistą, nie każdego też stać na wynajęcie fachowca od marketingu,
ale nawet jeśli jest to mała firma, powinno ją być stać na edytor z
polskim słownikiem (choćby MS Works, co jest groszowym wydatkiem), który
ustrzeże przed szczególnie kompromitującymi wpadkami. Rzecz jasna, im
zręczniej się posługuje piórem autor przesyłki, tym lepiej, bo zależy
często od tego skuteczność przekazu. Zaś duże firmy powinny po prostu
zatrudniać specjalistów, którzy potrafią oszlifować suchą depeszę
do postaci marketingowego brylantu. Dobrym przykładem lekkiej i dowcipnej
reklamy są promocyjne poczynania pewnej polskiej firmy sprzedającej...
prezerwatywy, która umiejętnie nawiguje między Scyllą reklamowego
nudziarstwa a Charybdą sprośności czy wręcz wulgarności.
Dobry adres też się
liczy
Wiele małych firm
rozpoczyna swoją działalność z bardzo skromnymi środkami, wykorzystując
niekiedy darmowe usługi w Internecie. Typowym przykładem jest
wykorzystanie bezpłatnych kont pocztowych oferowanych przez rozmaite
serwisy. Niestety, wiarygodność firmy zależy także od tego, czy stać
ją na "lepszą dzielnicę". Adres typu "darmowa.poczta.pl"
wskazuje wyraźnie, że jest to firma o ograniczonych środkach
finansowych, a tym samym mniej wiarygodna jako potencjalny partner.
Posiadanie komercyjnego konta internetowego należy do marketingowego
kanonu i nabycie go powinno być jednym z pierwszych kroków każdej
firmy, która zamierza aktywnie wykorzystywać Sieć w swojej pracy.
Unikaj spamu
Z pojęciem E-mail
Publishing jest ściśle związane pojęcie spamu. Spam (wyrazu tego nie
ma w słowniku Stanisławskiego) jest przesyłką pocztową wysyłaną do
większej liczby odbiorców, na ogół nie zamawianą przez nich i
zazwyczaj niezbyt chętnie akceptowaną.
Od czasu do czasu
otrzymuję od zachodnich firm atrakcyjne skądinąd propozycje zakupienia
baz danych z adresami elektronicznymi, gromadzonych różnymi sposobami
przez rozmaite firmy. Zbiory te sięgają niekiedy kilkudziesięciu milionów
pozycji, co ma niewątpliwie dużą wartość marketingową. Oczywiście
baza tego rodzaju, sama w sobie, nie jest kłopotliwa dla odbiorców, tak
jak broń palna, która sama nie strzela. Problemem może się stać
dopiero w rękach osoby czy firmy, która nadużyje jej zawartości.
Najlepszym rozwiązaniem
jest zastosowanie technik, które uszanują dobrowolność uczestnictwa w
gronie odbiorców poczty. Można zbudować na stronie formularz, który
pozwoli jej gościom zarówno dokonać subskrypcji, jak i z niej
zrezygnować. Jeśli strona jest jeszcze mało znana, dopuszczalne jest
jednorazowe (i raczej przepraszające w formie) wysłanie do większej
klienteli wiadomości informującej o możliwości dokonania subskrypcji -
krótka, treściwa, a przede wszystkim grzeczna forma takiego
jednorazowego listu nie spowoduje nadmiernych komplikacji dla jego adresatów,
natomiast może zwrócić uwagę wielu osób na możliwość zapisania się
do bazy odbiorców.
Przykładem zastosowania
zaawansowanej techniki E-mail publishing jest obsługa czytelników kursu
HTML na stronach PCkuriera (www.pckurier.pl/html).
Techniczną podstawą jest darmowa wersja produktu Aureate Group-Mail, różniąca
się od wersji komercyjnej indywidualnym trybem wysyłania wiadomości, który
trwa znacznie dłużej niż tzw. tryb bulk (hurtowo). W chwili obecnej
program obsługuje 2300 osób, zaś wysłanie takiej ilości listów trwa
przeciętnie 70-80 minut, przy szybkości modemu 33,6 Kbps.
Baza danych odbiorców
jest budowana z zachowaniem wszelkich reguł dobrowolności, co jest
podstawowym warunkiem jej funkcjonowania. Czytelnik zainteresowany
otrzymywaniem powiadomień o nowościach na strona kursu HTML i magazynu
Webmaster dokonuje po prostu subskrypcji. Podobnie, jeśli zechce z
powiadomień zrezygnować, w analogiczny sposób może się z bazy wypisać.
Wszystko dzieje się automatycznie, zaś sama baza nie jest ręcznie
korygowana i prowadząca ją osoba nie wnika w jej zawartość. Baza nie
jest również źródłem adresów dla jakichkolwiek innych celów niż
zadeklarowane na stronie kursu. Taka polityka jest zgodna z warunkami
postawionymi przez twórców tego programu.
Szanuj prywatność
Grzechem śmiertelnym
jest na ogół wysyłanie poczty do wielu osób i zamieszczanie ich adresów
w polu To (Do) lub CC (DW - do wiadomości). Wszyscy adresaci są wtedy
wzajemnie dla siebie widoczni, co jest naruszeniem ich prywatności. Rozwiązaniem
jest użycie pola BCC (UDW - ukryte do wiadomości), a jeszcze lepszym -
zastosowanie oprogramowania, które ukrywa wszystkie adresy. Jeśli ktoś
nie zważa na problemy prywatności, niech motywacją do stosowania takich
technik będzie fakt, że konkurencja może skorzystać z takiej jawnie
pokazanej bazy odbiorców.